20 października 2012

Dar nielicznych

Kim jest Prawdziwy Przyjaciel?
To Anioł, który jest obecny w naszym życiu, w chwilach dobrych i w tych złych.
Raduje się naszym szczęściem i płacze z nami w chwilach nieszczęścia.
Nie osądza i nie ocenia naszych wyborów, ale zawsze jest po naszej stronie.
Myśli o nas, wtedy, gdy my myślami jesteśmy daleko.
Powierza nas w prywatnej modlitwie, gdy wsparcia Boga potrzebujemy, a nasza wiara taka słaba.
Pociesza, gdy tego potrzebujemy, ale też milczy, bo wie, że tak jest właściwie. 
Ma dla nas zawsze dobre słowo i piękny szczery uśmiech.
Trzyma za nas kciuki, by się nam powiodło.
Nie zmieniają go ani okoliczności ani wydarzenia ani napotkane osoby.
Prawdziwy Przyjaciel po prostu Jest. Jest tuż obok, choć czasem dzielą nas od niego setki kilometrów.
Jest Obecny. Jest Niezmienny. Tak jak nasza Przyjaźń z Nim.

Czy Macie Swojego Prawdziwego Przyjaciela?
Jest On Wielkim Darem. Ale też nieliczni go posiadają...
Ja ten Dar posiadam i to jest moim niezmiennym szczęściem :)

13 października 2012

Zapisane w sercu i pamięci

Cudowne chwile, do których wracam myślami, gdy mi smutno...
Kiedy rano budzi mnie ciągnąc za włosy i "głaszcząc"po twarzy mój mały Szkrab...
Kiedy jeszcze zaspana jem pyszne śniadanie przygotowane przez Męża .. i z Nim..
Kiedy Mały Szkrab wdrapuje się na kolana i przytula tak mocno, że aż sprawia mi ból...
Kiedy Szkrab śmieje się do mnie, tak bez powodu i kiedy zasypia wtulony w moją pierś...
Kiedy pijąc gorącą herbatę rozmawiam o wszystkim i o niczym z Przyjaciółką...
Kiedy w ciszy samotnie pijąc kawę pochłaniam kolejne strony interesującej książki...
Kiedy spacerując czuję na twarzy promienie jesiennego słońca a w nozdrzach zapach nadchodzącej zimy...
Kiedy na twarzy przypadkowej osoby widzę odwzajemniony uśmiech...
Kiedy widzę w oczach Najbliższych  radość z faktu, że ich po prostu odwiedziłam...
Kiedy ktoś bez względu na porę dnia prosi mnie o pomoc...
Kiedy słyszę w radiu ulubioną piosenkę i mogę do niej szaleńczo zatańczyć...
Kiedy...
Tak dużo tych "kiedy"..  
Nie sposób ich tutaj przywołać i spisać.
Najważniejsze, by te cudowne chwile były zapisane w moim sercu i pamięci.
A smutek nie miał do nich dostępu.

10 października 2012

Czarno - białe myśli

Dzień za dniem tak szybko mija. Czasem nie zdążę wypić tej "blogowej" aromatycznej kawy..a już wieczór zapada i pora się wyciszyć. To znaczy wyciszenia potrzebuje kto inny, ale ta chwila i tak na mnie działa podobnie...:) Więc. Więc dopadają mnie te "niespokojne myśli", które nie pozwalają spokojnie spać (haha..zresztą nie dane jest mi spokojnie spać z oczywistych powodów), ale...
Tak to już chyba jest, że noc bezlitośnie wdziera się do naszej duszy i brutalnie obnaża nasze lęki, obawy...
A ja mam ich ostatnio kilka. Przede mną ważny/mniej ważny (zakreślam w zależności od dnia) zabieg, przygotowania do niego idą pełną parą, niby wszystko wiem.. ale im bliżej TEN DZIEŃ, tym bardziej się boję, tym więcej obaw, czy na pewno powinnam się na niego zdecydować, czy jednak nie...
W mojej głowie, właśnie w chwilach bezsennych nocy, pojawiają się obrazy niezbyt optymistyczne i niezbyt kolorowe. Raczej rzekłabym czarno-białe.
Hmm..człowiek chyba tak ma, że gdy czeka go coś NIEZNANEGO, to się tego mniej, czy bardziej lęka. Fakt, nieznane budzi nasze obawy. I czasem nie pomoże fakt, że poznamy tajniki tego owego czegoś (w moim przypadku: operacji), bo nasza podświadomość robi swoje... Wręcz zdarza się często, że na przekór, gdy to owe coś robi się bardziej ZNANE, my boimy się jeszcze bardziej.. Ciekawe dlaczego?
W moim przypadku w tej sytuacji tak właśnie jest. Dlatego chcąc nie chcąc próbuję zaniechać wszelakie próby poznania tego, co mnie czeka. Tak chyba będzie lepiej. Nie, na pewno będzie lepiej.
Czsem LEPIEJ wiedzieć mniej niż więcej. Po co się stresować, denerwować, zarywać noce..
Taki ludzki absurd :)
Swoją drogą, człowiek, aby lepiej się poczuć często znajduje w sobie tak dużo odwagi, że pomimo lęku poddaje się temu nieznanemu, które może przynieść mu upragnioną pomoc i ulgę w cierpieniu.
Odważna czy nieodważna? Sama nie wiem, do której kategorii się zaliczyć..
Jedno wiem na pewno. Przede mną kolejna noc pełna czarno-białych myśli.

3 października 2012

Czego Ci brak?

Śpieszymy się. Cały czas czegoś od życia oczekujemy. O czymś marzymy, dążymy do celu. Chcemy czegoś innego, niż mamy. Zazdrościmy innym, tego, co posiadają, a nam po prostu tego brakuje.
I bynajmniej nie o rzeczy materialne tutaj chodzi.
Jak to jest, że "ten drugi" ma wszystko. Ma dom, rodzinę, zdrowie, pracę, pasję... a ja nie mam "nic"?
Od czego to powodzenie "we wszystkich" istotnych sferach życia zależy? Od szczęścia? Od "fuksa"? Od mojej zasłużonej pracy? Bo Bóg "dał" albo "nie dał"? Trudne pytanie, ja chyba nie znam na nie odpowiedzi...
Tylko tak się zastanawiam...
 Mnie potrzeba czegoś istotnego, co pozwoli realizować się nie tylko jako matka, żona, córka, przyjaciółka, ale także jako pracownik... A ktoś inny chciałby właśnie w tym się realizować, a nie może i jedyne, co posiada, to właśnie pracę...
No właśnie. Dlaczego tak się dzieje, że nie mamy bądź nie doświadczamy tego, na czym nam bardzo zależy?
Co jest nie tak? Czy to nasza wina, czy istniejącego systemu, zrządzenia losu?
Pewnie niejeden powie, że za mało się staramy, jesteśmy leniwi, że chyba tak naprawdę nie chcemy znaleźć, tego czego szukamy, bo gdyby NAPRAWDĘ nam zależało, to.. No właśnie co?
Fakt, pracę można znaleźć i to już nieistotne, że poniżej naszego wykształcenia, oczekiwań czy też godności. Tylko, czy kiedy po n-tej rozmowie kwalifikacyjnej telefon milczy, można jeszcze mieć nadzieję, że w końcu ta praca będzie? Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, lepiej wykształcony, z większym doświadczeniem, z większą przebojowością, urokiem osobistym, bez zobowiązań... Ale fakt, gdybyś tylko NAPRAWDĘ chciał...
Miłość też można znaleźć. Nieważne gdzie, w realu czy w wirtualnej rzeczywistości. Można też na siłę stworzyć związek, potem rodzinę... Można? Pewnie, że tak. Tylko, czy to, co stworzymy na siłę ma jakiś sens i czy nazywa się to prawdziwą miłością i prawdziwą rodziną? Chyba nie, ale nie mnie tu oceniać.
Więc powtarzam pytanie, czy można mieć "wszystko" i jak to jest, że to "owo wszystko" tak liczni posiadają?
Nie wiem...
Jedno wiem na pewno. To nie jest do końca tak, że wszystko zależy od nas i że gdybyśmy tylko NAPRAWDĘ chcieli, to byśmy zdobyli, co tylko dusza zapragnie... Po n-tych poszukiwaniach nie mam pracy i nie sądzę, że mam jakieś wygórowane oczekiwania..ale w osądach innych 'zapewne za mało się staram"... Ktoś inny nie ma kogo pokochać i z kim założyć rodzinę. Bo nie chce na siłę budować czegoś, co jest nieprawdziwe...Ten ktoś czeka, na tą jemu pisaną osobę. Tak po prostu nie może jej odnaleźć... Czy i ta osoba za "mało się stara"? Niejedni by tak powiedzieli...
I tylko jedna odpowiedź przychodzi mi do głowy. Być może tak właśnie ma być, że ja czegoś nie posiadam, może na tę pracę ma przyjść czas kiedy indziej, nie teraz, może w tej chwili mam skupić się na czymś innym? Na byciu w pełni dyspozycyjną żoną, mamą, córką, przyjaciółką..Tak samo, ta inna osoba, odnajdzie swoją połówkę kiedyś indziej, nie teraz, bo to nie ten czas? Może tak. Może coś w tym OCZEKIWANIU jest. Tylko, że to takie trudne pogodzić się z tym naszym losem. Trudno patrzeć na tych owych "szczęśliwców" posiadających "wszystko".
Inni mają "wszystko"... A Ty? Czy doceniasz, to co posiadasz, czy nie zastanawiasz się nad tym, bo tak łatwo Ci wszystko przychodzi... Może za łatwo... A może los się kiedyś odwróci. Więc nie oceniaj, nie komentuj, nie mów, bo gdybyś NAPRAWDĘ chciał...



30 września 2012

Cicha bohaterka...

Poranek. Śpiew ptaków i wpadające do pokoju promienie słońca obudziły ją, kiedy on jeszcze spał. Odpędzając od siebie ostatnie obrazy snu zmusiła się, by wstać. Biegnąc do łazienki, potknęła się o leżącego na dywanie kota. No tak, zaraz rozpocznie się kocia serenada. Ale musisz poczekać na swoje poranne śniadanie. Gdy ona była już gotowa do wyjścia, on smacznie jeszcze spał. To dobrze, sen pozwoli wrócić mu do zdrowia.
Z uśmiechem na  twarzy zbiegła po schodach i wybiegła wprost na słoneczne podwórze. Jak pięknie. A ten zapach. Cudny, taki świeży. Pachnie wiosną. Aż chce się żyć! Może, jak znajdę dziś trochę czasu pójdę na dłuższy spacer - ta myśl dodała jej otuchy.
W sklepie jeszcze cicho, mało ludzi. Tylko spieszący się do pracy ludzie, nerwowo stoją w kolejce do kasy, by zapłacić, za to co trzeba i pobiec dalej. Do swoich obowiązków.
Ona spokojnie przechadzając się między półkami, starannie wybierała produkty. Pełnoziarniste pieczywo, świeże mleko, jogurty, chude wędliny. Teraz musi o siebie dbać. I nie tylko. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Kasjerka, która znała ją z widzenia uśmiechnęła się serdecznie na jej widok i życzyła miłego dnia. Jak to miło, że spotyka się jeszcze takich otwartych, życzliwych ludzi - pomyślała - dzięki takim prostym słowom, ale wypowiedzianym w tak miły sposób człowiek czuję się tak jakoś lepiej, radośniej na duszy. Ta lekkość starcza na cały dzień.
Jeszcze tylko stragan z warzywami i trzeba gnać do domu. Wszystko kupione, co potrzeba.
Gdy wróciła do domu, on już wybudzony, słaby ale jego śmiejące się oczy mówią, że już nieco lepiej i że tak bardzo cieszy się na jej widok. Ona też się cieszy, ale bardziej z tego, ze powoli wraca do zdrowia. Całus na powitanie i krótka wymiana zdań na temat pięknej pogody. Teraz wracaj do łóżka - mówi ona - a ja przygotuję śniadanie. Stawa wodę na herbatę, kroi chleb. Na talerzyku układa pokrojonego w plasterki pomidora i zielonego ogórka. A i rzodkiewka, trochę żółtego sera i wędlinę. Do smarowania do wyboru masełko albo twarożek. Wszystko układa na kuchennym stole, zalewa herbatę. W tym pośpiechu nie zauważa, że on już siedzi za stołem i przygląda się jej z uśmiechem. Ojeju - a tu kot kręci się pod nogami - zapomniałam o tobie - już daję ci coś na ząb, ty mój głodomorze - mówi żartobliwie.
Nareszcie można spokojnie siąść i wspólnie zjeść śniadanie. Jak ja kocham takie chwile - myśli ona - te poranki, kiedy wspólnie jemy, kiedy jest czas, by porozmawiać albo pomilczeć. Uwielbiam patrzyć w jego oczy, takie dobre i pełne niebieskiej głębi. One mnie uspakajają i dodają otuchy! :)
Już po śniadaniu, ona już w drodze, on zostaje w domu - musi się kurować. W ostatnim momencie dobiegła do autobusu; miły kierowca poczekał na nią. Kolejny drobiazg, ale wywołuje uśmiech na jej twarzy. Jedzie do mamy, schorowanej kobiety, z którą idzie dziś do lekarza. W autobusie większy tłok, ale ona go nie zauważa, jej myśli biegną do matki. Martwi się o nią. Te ciągłe niewyjaśnione bóle... nikt nie wie, co jej dolega, a ona coraz gorzej się czuje i coraz trudniej jej to wszystko znieść.
Mama już gotowa czeka na nią i z radością ją wita. Do lekarza docierają na czas. Podziwiam Cię mamo, jesteś taka dzielna - myśli ona - wiem, że Cię bardzo boli, a jednak tego nie okazujesz.
Lekarz kieruję mamę do kolejnego specjalisty. Trzeba mieć nadzieję, że w końcu on będzie mógł powiedzieć co jej dolega i jak to leczyć. Gdy kobiety są już w domu, ona zostaję na chwilę, by pomóc mamie przy obiedzie, rozwiesić pranie. W międzyczasie popija zieloną herbatę, która nieco dodaje jej energii.
Jeszcze tylko po zakupy mamie trzeba pobiec i dalej w drogę.
Piękna pogoda, więc przyjemnie. Pomimo tych zmartwień, które ona odczuwa, czuje też radość. Taka pogoda, przyroda budząca się do życia napawa nadzieją, sprawia, że człowiek w przyszłość patrzy z optymizmem. Tak bardzo jej teraz potrzebnym.
Czym ona się smuci? Nie teraz... zapomina o tym, bo oto już dzwoni do drzwi samotnej starszej kobiety. Wpada do niej kilka razy w tygodniu. Ot tak po prostu, by porozmawiać o rzeczach małych i tych dużych, by ulżyć samotności zakradającej się codziennie do serca tej staruszki, by przy filiżance herbaty czasem pomilczeć i popatrzeć sobie nawzajem w oczy. Bo to pomaga. Ta świadomość, że tuż obok jest ktoś, dla kogo jesteś ważny, że ten ktoś ma dla ciebie czas, a nie biegnie wciąż za cudownościami tego świata i nic poza tym nie jest dla niego istotne. Dziś staruszka jest nieco bardziej zmęczona niż zazwyczaj, dlatego ona niemal szeptem czyta jej piękne wiersze, do momentu aż kobiecina uśnie.
Potem biegnie do domu, by przygotować obiad dla siebie i chorego męża. Na szczęście śpi. To dobrze, niech sen pozwoli mu się zregenerować.
W międzyczasie ogarnia mieszkanie i sortuje rzeczy do prania. Takie codzienne domowe obowiązki.
Gdy zaspany i nieco głodny mąż wstaje w drzwiach kuchni i głaszcze łaszącego się do jego stóp kota, ona już nakrywa stół i nalewa na talerze parującą zupę. Całus na powitanie i znów są razem, choć na chwilę. Pomiędzy kęsami drugiego dania on opowiada o tym, co wydarzyło się w pracy, po tym jak zadzwonił do niego kolega z działu a ona chłonie każde jego słowo. Uwielbia go słuchać. Potem ona opowiada o tym, co dziś ją spotkało. On również słucha jej z uważnym milczeniem, odczytuje z jej oczu i wyrazu twarzy o wiele więcej, niż mu mówi. On wie, że ona tak dużo w sobie chowa, wie, że choć o tym nie mówi, to bardzo martwi się o mamę, wie, że jak myśli i opowiada o swojej podopiecznej staruszce, to w jej sercu gości nuta ogromnego smutku i żalu, że więcej dla niej zrobić nie może...
Patrzy na nią i w duchu dziękuje Bogu za to, że pozwolił mu ją kiedyś spotkać. Dziękuje za jej miłość i za dobroć, jaką w sobie ma. Kocham ją - tak po prostu - myśli on.
Obiad zjedzony, naczynia po nim pozmywane. W domu cisza. Słychać tylko miarowe tykanie zegara.
On dalej w łóżku, bo osłabienie daje kolejny raz o sobie znać, a ona przy stonowanym świetle czyta książkę. Chyba nie taką zwyczajną. Opowiada ona o tym, co dzieje się w jej wnętrzu. Jak pod jej sercem rozwija się nowe życie...Tak, słychać w niej już nie jedno serce, ale dwa. To drugie jest jeszcze takie malutkie, ale już takie mocne, już takie pełne życia... 
Czym ona się tak martwi? A może właśnie tym, czy ono będzie zdrowe i czy ona pokocha go całym swym sercem, tak mocno, jak będzie tego potrzebować? Czy będzie dobrą Mamą, czy podoła tej nowej roli i nowym zadaniom, jakie przed nią czekają?
Mój Kochany Maluszku - szepcze ona głaszcząc sporych już rozmiarów brzuszek - czy mnie pokochasz i zaakceptujesz taką, jaką jestem? Taką słabą i niepewną w roli Mamy istotę? Czy pozwolisz mi siebie kochać? Ja kocham Cię już od chwili, gdy odkryłam, że zamieszkałeś pod moim sercem... 
Czekamy tu na Ciebie. 
Zmęczona dzisiejszym dniem zapada w niespokojną drzemkę.
Budzi ją zatroskany mąż. Podaje kakao i pyta jak się czuje.
Jest już późno. On przygotowuje lekką kolację, którą jedzą tym razem w akceptującej się nawzajem ciszy.
Potem kąpiel, masaż, chwila rozmowy... i już wspólnie zapadają w sen. Dla niej tym razem jest on bardzo spokojny.
Jutro przed nią nowy dzień. Dzień taki zwyczajny. Nie przepełniony heroizmem, walką w pracy, dążeniem do sukcesu, spełnianiem się w byciu „kimś” ważnym, potrzebnym, docenianym, popularnym...Taki normalny dzień, ależ jak niezwykłej kobiety. 
Dla najbliższych cichej bohaterki.

Dar nielicznych

Kim jest Prawdziwy Przyjaciel?
To Anioł, który jest obecny w naszym życiu, w chwilach dobrych i w tych złych.
Raduje się naszym szczęściem i płacze z nami w chwilach nieszczęścia.
Nie osądza i nie ocenia naszych wyborów, ale zawsze jest po naszej stronie.
Myśli o nas, wtedy, gdy my myślami jesteśmy daleko.
Powierza nas w prywatnej modlitwie, gdy wsparcia Boga potrzebujemy, a nasza wiara taka słaba.
Pociesza, gdy tego potrzebujemy, ale też milczy, bo wie, że tak jest właściwie. 
Ma dla nas zawsze dobre słowo i piękny szczery uśmiech.
Trzyma za nas kciuki, by się nam powiodło.
Nie zmieniają go ani okoliczności ani wydarzenia ani napotkane osoby.
Prawdziwy Przyjaciel po prostu Jest. Jest tuż obok, choć czasem dzielą nas od niego setki kilometrów.
Jest Obecny. Jest Niezmienny. Tak jak nasza Przyjaźń z Nim.

Czy Macie Swojego Prawdziwego Przyjaciela?
Jest On Wielkim Darem. Ale też nieliczni go posiadają...
Ja ten Dar posiadam i to jest moim niezmiennym szczęściem :)

Zapisane w sercu i pamięci

Cudowne chwile, do których wracam myślami, gdy mi smutno...
Kiedy rano budzi mnie ciągnąc za włosy i "głaszcząc"po twarzy mój mały Szkrab...
Kiedy jeszcze zaspana jem pyszne śniadanie przygotowane przez Męża .. i z Nim..
Kiedy Mały Szkrab wdrapuje się na kolana i przytula tak mocno, że aż sprawia mi ból...
Kiedy Szkrab śmieje się do mnie, tak bez powodu i kiedy zasypia wtulony w moją pierś...
Kiedy pijąc gorącą herbatę rozmawiam o wszystkim i o niczym z Przyjaciółką...
Kiedy w ciszy samotnie pijąc kawę pochłaniam kolejne strony interesującej książki...
Kiedy spacerując czuję na twarzy promienie jesiennego słońca a w nozdrzach zapach nadchodzącej zimy...
Kiedy na twarzy przypadkowej osoby widzę odwzajemniony uśmiech...
Kiedy widzę w oczach Najbliższych  radość z faktu, że ich po prostu odwiedziłam...
Kiedy ktoś bez względu na porę dnia prosi mnie o pomoc...
Kiedy słyszę w radiu ulubioną piosenkę i mogę do niej szaleńczo zatańczyć...
Kiedy...
Tak dużo tych "kiedy"..  
Nie sposób ich tutaj przywołać i spisać.
Najważniejsze, by te cudowne chwile były zapisane w moim sercu i pamięci.
A smutek nie miał do nich dostępu.

Czarno - białe myśli

Dzień za dniem tak szybko mija. Czasem nie zdążę wypić tej "blogowej" aromatycznej kawy..a już wieczór zapada i pora się wyciszyć. To znaczy wyciszenia potrzebuje kto inny, ale ta chwila i tak na mnie działa podobnie...:) Więc. Więc dopadają mnie te "niespokojne myśli", które nie pozwalają spokojnie spać (haha..zresztą nie dane jest mi spokojnie spać z oczywistych powodów), ale...
Tak to już chyba jest, że noc bezlitośnie wdziera się do naszej duszy i brutalnie obnaża nasze lęki, obawy...
A ja mam ich ostatnio kilka. Przede mną ważny/mniej ważny (zakreślam w zależności od dnia) zabieg, przygotowania do niego idą pełną parą, niby wszystko wiem.. ale im bliżej TEN DZIEŃ, tym bardziej się boję, tym więcej obaw, czy na pewno powinnam się na niego zdecydować, czy jednak nie...
W mojej głowie, właśnie w chwilach bezsennych nocy, pojawiają się obrazy niezbyt optymistyczne i niezbyt kolorowe. Raczej rzekłabym czarno-białe.
Hmm..człowiek chyba tak ma, że gdy czeka go coś NIEZNANEGO, to się tego mniej, czy bardziej lęka. Fakt, nieznane budzi nasze obawy. I czasem nie pomoże fakt, że poznamy tajniki tego owego czegoś (w moim przypadku: operacji), bo nasza podświadomość robi swoje... Wręcz zdarza się często, że na przekór, gdy to owe coś robi się bardziej ZNANE, my boimy się jeszcze bardziej.. Ciekawe dlaczego?
W moim przypadku w tej sytuacji tak właśnie jest. Dlatego chcąc nie chcąc próbuję zaniechać wszelakie próby poznania tego, co mnie czeka. Tak chyba będzie lepiej. Nie, na pewno będzie lepiej.
Czsem LEPIEJ wiedzieć mniej niż więcej. Po co się stresować, denerwować, zarywać noce..
Taki ludzki absurd :)
Swoją drogą, człowiek, aby lepiej się poczuć często znajduje w sobie tak dużo odwagi, że pomimo lęku poddaje się temu nieznanemu, które może przynieść mu upragnioną pomoc i ulgę w cierpieniu.
Odważna czy nieodważna? Sama nie wiem, do której kategorii się zaliczyć..
Jedno wiem na pewno. Przede mną kolejna noc pełna czarno-białych myśli.

Czego Ci brak?

Śpieszymy się. Cały czas czegoś od życia oczekujemy. O czymś marzymy, dążymy do celu. Chcemy czegoś innego, niż mamy. Zazdrościmy innym, tego, co posiadają, a nam po prostu tego brakuje.
I bynajmniej nie o rzeczy materialne tutaj chodzi.
Jak to jest, że "ten drugi" ma wszystko. Ma dom, rodzinę, zdrowie, pracę, pasję... a ja nie mam "nic"?
Od czego to powodzenie "we wszystkich" istotnych sferach życia zależy? Od szczęścia? Od "fuksa"? Od mojej zasłużonej pracy? Bo Bóg "dał" albo "nie dał"? Trudne pytanie, ja chyba nie znam na nie odpowiedzi...
Tylko tak się zastanawiam...
 Mnie potrzeba czegoś istotnego, co pozwoli realizować się nie tylko jako matka, żona, córka, przyjaciółka, ale także jako pracownik... A ktoś inny chciałby właśnie w tym się realizować, a nie może i jedyne, co posiada, to właśnie pracę...
No właśnie. Dlaczego tak się dzieje, że nie mamy bądź nie doświadczamy tego, na czym nam bardzo zależy?
Co jest nie tak? Czy to nasza wina, czy istniejącego systemu, zrządzenia losu?
Pewnie niejeden powie, że za mało się staramy, jesteśmy leniwi, że chyba tak naprawdę nie chcemy znaleźć, tego czego szukamy, bo gdyby NAPRAWDĘ nam zależało, to.. No właśnie co?
Fakt, pracę można znaleźć i to już nieistotne, że poniżej naszego wykształcenia, oczekiwań czy też godności. Tylko, czy kiedy po n-tej rozmowie kwalifikacyjnej telefon milczy, można jeszcze mieć nadzieję, że w końcu ta praca będzie? Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, lepiej wykształcony, z większym doświadczeniem, z większą przebojowością, urokiem osobistym, bez zobowiązań... Ale fakt, gdybyś tylko NAPRAWDĘ chciał...
Miłość też można znaleźć. Nieważne gdzie, w realu czy w wirtualnej rzeczywistości. Można też na siłę stworzyć związek, potem rodzinę... Można? Pewnie, że tak. Tylko, czy to, co stworzymy na siłę ma jakiś sens i czy nazywa się to prawdziwą miłością i prawdziwą rodziną? Chyba nie, ale nie mnie tu oceniać.
Więc powtarzam pytanie, czy można mieć "wszystko" i jak to jest, że to "owo wszystko" tak liczni posiadają?
Nie wiem...
Jedno wiem na pewno. To nie jest do końca tak, że wszystko zależy od nas i że gdybyśmy tylko NAPRAWDĘ chcieli, to byśmy zdobyli, co tylko dusza zapragnie... Po n-tych poszukiwaniach nie mam pracy i nie sądzę, że mam jakieś wygórowane oczekiwania..ale w osądach innych 'zapewne za mało się staram"... Ktoś inny nie ma kogo pokochać i z kim założyć rodzinę. Bo nie chce na siłę budować czegoś, co jest nieprawdziwe...Ten ktoś czeka, na tą jemu pisaną osobę. Tak po prostu nie może jej odnaleźć... Czy i ta osoba za "mało się stara"? Niejedni by tak powiedzieli...
I tylko jedna odpowiedź przychodzi mi do głowy. Być może tak właśnie ma być, że ja czegoś nie posiadam, może na tę pracę ma przyjść czas kiedy indziej, nie teraz, może w tej chwili mam skupić się na czymś innym? Na byciu w pełni dyspozycyjną żoną, mamą, córką, przyjaciółką..Tak samo, ta inna osoba, odnajdzie swoją połówkę kiedyś indziej, nie teraz, bo to nie ten czas? Może tak. Może coś w tym OCZEKIWANIU jest. Tylko, że to takie trudne pogodzić się z tym naszym losem. Trudno patrzeć na tych owych "szczęśliwców" posiadających "wszystko".
Inni mają "wszystko"... A Ty? Czy doceniasz, to co posiadasz, czy nie zastanawiasz się nad tym, bo tak łatwo Ci wszystko przychodzi... Może za łatwo... A może los się kiedyś odwróci. Więc nie oceniaj, nie komentuj, nie mów, bo gdybyś NAPRAWDĘ chciał...



Cicha bohaterka...

Poranek. Śpiew ptaków i wpadające do pokoju promienie słońca obudziły ją, kiedy on jeszcze spał. Odpędzając od siebie ostatnie obrazy snu zmusiła się, by wstać. Biegnąc do łazienki, potknęła się o leżącego na dywanie kota. No tak, zaraz rozpocznie się kocia serenada. Ale musisz poczekać na swoje poranne śniadanie. Gdy ona była już gotowa do wyjścia, on smacznie jeszcze spał. To dobrze, sen pozwoli wrócić mu do zdrowia.
Z uśmiechem na  twarzy zbiegła po schodach i wybiegła wprost na słoneczne podwórze. Jak pięknie. A ten zapach. Cudny, taki świeży. Pachnie wiosną. Aż chce się żyć! Może, jak znajdę dziś trochę czasu pójdę na dłuższy spacer - ta myśl dodała jej otuchy.
W sklepie jeszcze cicho, mało ludzi. Tylko spieszący się do pracy ludzie, nerwowo stoją w kolejce do kasy, by zapłacić, za to co trzeba i pobiec dalej. Do swoich obowiązków.
Ona spokojnie przechadzając się między półkami, starannie wybierała produkty. Pełnoziarniste pieczywo, świeże mleko, jogurty, chude wędliny. Teraz musi o siebie dbać. I nie tylko. Uśmiechnęła się do swoich myśli. Kasjerka, która znała ją z widzenia uśmiechnęła się serdecznie na jej widok i życzyła miłego dnia. Jak to miło, że spotyka się jeszcze takich otwartych, życzliwych ludzi - pomyślała - dzięki takim prostym słowom, ale wypowiedzianym w tak miły sposób człowiek czuję się tak jakoś lepiej, radośniej na duszy. Ta lekkość starcza na cały dzień.
Jeszcze tylko stragan z warzywami i trzeba gnać do domu. Wszystko kupione, co potrzeba.
Gdy wróciła do domu, on już wybudzony, słaby ale jego śmiejące się oczy mówią, że już nieco lepiej i że tak bardzo cieszy się na jej widok. Ona też się cieszy, ale bardziej z tego, ze powoli wraca do zdrowia. Całus na powitanie i krótka wymiana zdań na temat pięknej pogody. Teraz wracaj do łóżka - mówi ona - a ja przygotuję śniadanie. Stawa wodę na herbatę, kroi chleb. Na talerzyku układa pokrojonego w plasterki pomidora i zielonego ogórka. A i rzodkiewka, trochę żółtego sera i wędlinę. Do smarowania do wyboru masełko albo twarożek. Wszystko układa na kuchennym stole, zalewa herbatę. W tym pośpiechu nie zauważa, że on już siedzi za stołem i przygląda się jej z uśmiechem. Ojeju - a tu kot kręci się pod nogami - zapomniałam o tobie - już daję ci coś na ząb, ty mój głodomorze - mówi żartobliwie.
Nareszcie można spokojnie siąść i wspólnie zjeść śniadanie. Jak ja kocham takie chwile - myśli ona - te poranki, kiedy wspólnie jemy, kiedy jest czas, by porozmawiać albo pomilczeć. Uwielbiam patrzyć w jego oczy, takie dobre i pełne niebieskiej głębi. One mnie uspakajają i dodają otuchy! :)
Już po śniadaniu, ona już w drodze, on zostaje w domu - musi się kurować. W ostatnim momencie dobiegła do autobusu; miły kierowca poczekał na nią. Kolejny drobiazg, ale wywołuje uśmiech na jej twarzy. Jedzie do mamy, schorowanej kobiety, z którą idzie dziś do lekarza. W autobusie większy tłok, ale ona go nie zauważa, jej myśli biegną do matki. Martwi się o nią. Te ciągłe niewyjaśnione bóle... nikt nie wie, co jej dolega, a ona coraz gorzej się czuje i coraz trudniej jej to wszystko znieść.
Mama już gotowa czeka na nią i z radością ją wita. Do lekarza docierają na czas. Podziwiam Cię mamo, jesteś taka dzielna - myśli ona - wiem, że Cię bardzo boli, a jednak tego nie okazujesz.
Lekarz kieruję mamę do kolejnego specjalisty. Trzeba mieć nadzieję, że w końcu on będzie mógł powiedzieć co jej dolega i jak to leczyć. Gdy kobiety są już w domu, ona zostaję na chwilę, by pomóc mamie przy obiedzie, rozwiesić pranie. W międzyczasie popija zieloną herbatę, która nieco dodaje jej energii.
Jeszcze tylko po zakupy mamie trzeba pobiec i dalej w drogę.
Piękna pogoda, więc przyjemnie. Pomimo tych zmartwień, które ona odczuwa, czuje też radość. Taka pogoda, przyroda budząca się do życia napawa nadzieją, sprawia, że człowiek w przyszłość patrzy z optymizmem. Tak bardzo jej teraz potrzebnym.
Czym ona się smuci? Nie teraz... zapomina o tym, bo oto już dzwoni do drzwi samotnej starszej kobiety. Wpada do niej kilka razy w tygodniu. Ot tak po prostu, by porozmawiać o rzeczach małych i tych dużych, by ulżyć samotności zakradającej się codziennie do serca tej staruszki, by przy filiżance herbaty czasem pomilczeć i popatrzeć sobie nawzajem w oczy. Bo to pomaga. Ta świadomość, że tuż obok jest ktoś, dla kogo jesteś ważny, że ten ktoś ma dla ciebie czas, a nie biegnie wciąż za cudownościami tego świata i nic poza tym nie jest dla niego istotne. Dziś staruszka jest nieco bardziej zmęczona niż zazwyczaj, dlatego ona niemal szeptem czyta jej piękne wiersze, do momentu aż kobiecina uśnie.
Potem biegnie do domu, by przygotować obiad dla siebie i chorego męża. Na szczęście śpi. To dobrze, niech sen pozwoli mu się zregenerować.
W międzyczasie ogarnia mieszkanie i sortuje rzeczy do prania. Takie codzienne domowe obowiązki.
Gdy zaspany i nieco głodny mąż wstaje w drzwiach kuchni i głaszcze łaszącego się do jego stóp kota, ona już nakrywa stół i nalewa na talerze parującą zupę. Całus na powitanie i znów są razem, choć na chwilę. Pomiędzy kęsami drugiego dania on opowiada o tym, co wydarzyło się w pracy, po tym jak zadzwonił do niego kolega z działu a ona chłonie każde jego słowo. Uwielbia go słuchać. Potem ona opowiada o tym, co dziś ją spotkało. On również słucha jej z uważnym milczeniem, odczytuje z jej oczu i wyrazu twarzy o wiele więcej, niż mu mówi. On wie, że ona tak dużo w sobie chowa, wie, że choć o tym nie mówi, to bardzo martwi się o mamę, wie, że jak myśli i opowiada o swojej podopiecznej staruszce, to w jej sercu gości nuta ogromnego smutku i żalu, że więcej dla niej zrobić nie może...
Patrzy na nią i w duchu dziękuje Bogu za to, że pozwolił mu ją kiedyś spotkać. Dziękuje za jej miłość i za dobroć, jaką w sobie ma. Kocham ją - tak po prostu - myśli on.
Obiad zjedzony, naczynia po nim pozmywane. W domu cisza. Słychać tylko miarowe tykanie zegara.
On dalej w łóżku, bo osłabienie daje kolejny raz o sobie znać, a ona przy stonowanym świetle czyta książkę. Chyba nie taką zwyczajną. Opowiada ona o tym, co dzieje się w jej wnętrzu. Jak pod jej sercem rozwija się nowe życie...Tak, słychać w niej już nie jedno serce, ale dwa. To drugie jest jeszcze takie malutkie, ale już takie mocne, już takie pełne życia... 
Czym ona się tak martwi? A może właśnie tym, czy ono będzie zdrowe i czy ona pokocha go całym swym sercem, tak mocno, jak będzie tego potrzebować? Czy będzie dobrą Mamą, czy podoła tej nowej roli i nowym zadaniom, jakie przed nią czekają?
Mój Kochany Maluszku - szepcze ona głaszcząc sporych już rozmiarów brzuszek - czy mnie pokochasz i zaakceptujesz taką, jaką jestem? Taką słabą i niepewną w roli Mamy istotę? Czy pozwolisz mi siebie kochać? Ja kocham Cię już od chwili, gdy odkryłam, że zamieszkałeś pod moim sercem... 
Czekamy tu na Ciebie. 
Zmęczona dzisiejszym dniem zapada w niespokojną drzemkę.
Budzi ją zatroskany mąż. Podaje kakao i pyta jak się czuje.
Jest już późno. On przygotowuje lekką kolację, którą jedzą tym razem w akceptującej się nawzajem ciszy.
Potem kąpiel, masaż, chwila rozmowy... i już wspólnie zapadają w sen. Dla niej tym razem jest on bardzo spokojny.
Jutro przed nią nowy dzień. Dzień taki zwyczajny. Nie przepełniony heroizmem, walką w pracy, dążeniem do sukcesu, spełnianiem się w byciu „kimś” ważnym, potrzebnym, docenianym, popularnym...Taki normalny dzień, ależ jak niezwykłej kobiety. 
Dla najbliższych cichej bohaterki.